Jak wychować smutną królewnę?

mała dziewczynka
Photo by Alexander Dummer on Unsplash

Ciekawe zjawisko: miałam w głowie genialny pomysł na post. Dojrzewał przez ostatnie 5 dni, rozwijał się jak wiosenne kwiaty na łące, codziennie pojawiały się genialne zdania, postacie, myśli. Pięknie to szło, nie zapisywałam tych myśli, bo po co? Teraz właśnie siadłam przed klawiaturą  i ciemność widzę. Nic nie pamiętam, nic. Wydawało mi się, że to ważny temat będzie. No cóż chyba jednak nie był :( Nie poddaję się jednak i sięgam po czarnego konia. Tekst zajawkę, który jest przyczynkiem do szerszego spojrzenia na przekazywanie dzieciom wartości, do  uczenia ich wdzięczności, radości z życia. tutaj pozwolę sobie na historyjkę:
 Pewien ojciec wychowując syna zawsze dbał o to, by nie narzucać mu drogi życia. Pytał go
- Kim chcesz synu zostać w życiu?
- Tato, chciałbym być kloszardem, nic nie mieć, być wolnym od pieniędzy, spotykać różnych ludzi, spać pod gołym niebem i cieszyć się prostym życiem, co ty na to?
- Synu, to jest twoje życie, zrobisz jak zechcesz, teraz jednak musisz chodzić do szkoły, bo wiesz obowiązek. jak będziesz dorosły sam zdecydujesz.
- Nie jesteś wściekły  tato? Ojcowie moich kolegów każą im być zawsze najlepszymi, każą im zdobywać ciągle nowe sprawności życiowe, każą im konkurować ze sobą...
- Wiem, ale wiem też, że nie mogę ci układać życia. Nauczę cię tego co sam umiem, ale daję ci wolność synu, zrobisz z tym co zechcesz.
Mija kilkadziesiąt lat. Są święta, ojciec jest już wiekowy, mieszka w tej samej kamienicy na pierwszym piętrze. Oczekuje na swojego syna, jest trzecia, pewnie zaraz wyłoni się zza zakrętu. Już nie może się doczekać spotkania. O, idą. Syn wysoki, postawny, w dobrze skrojonym garniturze, obok niego piękna kobieta, oboje radośni. Za nimi biegną dwie roześmiane dziewczynki. Stary ojciec uśmiecha się z niedowierzaniem i myśli: Gdzie  popełniłem błąd?
----------------------------------------------------
Widuję ją codziennie, czasem z babcią, czasem z mamą, innym razem chyba z ciocią - kobietą bardzo podobną do mamy sporo starszą. Dziewczynka ma około siedmiu lat, to chyba pierwsza klasa. Ubrana jest skromnie, ale zgodnie z najnowszymi trendami. Chyba lubi kolor różowy. Kurtka w serduszka, czapa we wszystkich kolorach tęczy, do tego fajny komin i śmieszne rękawiczki. Ma fajny plecak, ale nigdy go nie dźwiga,  podobnie jak worka z kapciami na zmianę.
Rzadko rozmawia ze swoimi opiekunkami, może trochę z mamą, ale to nie jest takie dziecięce szczebiotanie. Raczej wydawanie poleceń. Przyglądam się temu dziecku z warkoczykami i widzę zaciętą twarz z takim grymasem, który mówi nie podchodź do mnie, nie zaczepiaj, nie będę z tobą rozmawiała. Nie, nie uśmiechnę się do ciebie, jest mi źle w życiu, niech więc skaczą koło mnie, niech się starają.
 Wygląda na to, że nie ma taty i mama ciężko pracuje, dlatego częściej z dziewczynką do szkoły chodzi babcia. Chce pomóc córce, choć swoje pewnie przeżyła. Jest zatroskana, myślę, że jest jej bardzo trudno, bo cały ciężar fochów dziewczynki bierze na siebie. Jak zdarzy jej się porozmawiać chwilę ze znajomą, to małe osiedle, wszyscy się znają, mała zaraz ją szarpie, złości się, tupie nóżkami w modnych butach. Chce wyłączności, chce być małą królewną. I trochę niestety jest - taką naburmuszoną królewną na ziarnku grochu, albo czegoś innego co ją strasznie w życiu uwiera. Czasem o nich myślę: jak spędzają święta? Jak się do siebie odnoszą w domu? Jak się bawią? Czy mają jakieś zwierzę? Kto się nim opiekuje?
 Myślę, że te trzy dorosłe, doświadczone jakoś przez życie kobiety chcą dać małej wszystko to, czego same nie miały. Skupiły się na dziecku zapominając o sobie. Na pewno kupują rano świeże bułeczki, albo kulki czekoladowe, dzieci je bardzo lubią, na deser nutellę. Do picia kubuś, na pewno kubuś, tam jest taka kolorowanka, którą trzeba koniecznie mieć. Mama pracuje na nowe ubranka dla barbi i na to wszystko co  musi mieć mała dziewczynka w wieku 7 lat. Mama jest smutna, bo nie wyrabia, a przecież muszą jechać na wakacje, żeby dziecko miało co opowiadać koleżankom, bierze nadgodziny, martwi się swoim zdrowiem, kręgosłup wysiada.
A dziecko wciąż nieszczęśliwe. Koło się zacieśnia, boję się, że przyjdzie taki czas, że nikt nie będzie chciał z dziewczynką przebywać zbyt długo, bo zanosi się na wampira energetycznego.
Rodzi się we mnie pytanie: dlaczego skupiamy się na dziecku aż tak bardzo, że zapominamy o sobie? Nie dbamy o swój komfort psychiczny, nie mamy czasu na hobby, na dobre relacje z bliskimi, na przeżywanie radości??? Nasze dzieci widzą nasze zacięte twarze, bo przecież trzeba dziś robić pieniądz posłuchaj
Spodziewajcie się niebawem tekstu o tym jak przekazywać dzieciom wartości, jak uczyć ich szacunku do siebie i innych, jak nie wychować gbura z wieczną pretensją do świata.

Jak nauczyć niemowlę czytać?

jak nauczyć niemowlę czytać
Photo by Iana Dmytrenko on Unsplash
Jest taka metoda nauki czytania, dzięki  której nawet niemowlę może się nauczyć czytać. Ba, specjaliści od tej metody piszą , że powinno się zacząć od noworodka, nic nie stoi na przeszkodzie.

Z chłopakami to się proszę pani nie bawimy. Relacje matek z synami.

chłopiec i serce
Photo by Anna Kolosyuk on Unsplash

Stali przede mną, więc mogłam ich obserwować z bliska. Stali ramię w ramię. Ona trzymała go za rękę, poprawiała włosy, coś do niego szeptała. Potem się odwróciła, on próbował śledzić jej wzrok,  czując się opuszczony, zaczął chrząkać, sztucznie kasłać. Coraz głośniej. Chciał uwagi, wyłączności. Spojrzała na niego, on też, powłóczystym spojrzeniem.Pochyliła się, coś jej powiedział, uśmiechnęła się. Zaczął głośno chrząkać, flikać. Dała mu chusteczki, szepnęła do ucha, pogłaskała. Wziął paczkę, wyjął demonstracyjnie jedną chusteczkę, zaczął głośno smarkać cały czas patrząc jej w oczy. Ona znów gdzieś odpłynęła myślami, przywołał ją głośnym kasłaniem, musnął jej dłoń. I tak przez całą godzinę się uwodzili. Wszystko niby w porządku, ale jasny gwint - to jest jego matka, a on ma ze dwanaście lat na oko. Powinien być teraz gdzie indziej, z chłopakami grać w piłę, jeździć rowerem, ciągnąć dziewczyny za warkocze, a nie robić maślane oczy do matki. Rozwojowo - dla dwunastolatka to nie mamusia jest najpiękniejszym autorytetem na świecie. Przynajmniej nie powinna być. Odpępowienie nastąpiło dawno i typek mógłby uczyć się życia w grupie, socjalizować wśród rówieśników. Szkoda dzieciaka pomyślałam. Matki w sumie też szkoda, bo kobita najwyraźniej nie ma świadomości, że przerąbała dzieciakowi najlepsze lata i być może przerąbie kolejne. Pewnie jest dumna, inne matki narzekają na swoich nastolatków, że broją, bałaganią, nie chcą sprzątać pokoju, nie chcą się myć i nie chcą chodzić do szkoły. Jej synek nie robi nic z tych rzeczy, jest taki milusi, tyle rozumie, tak ładnie potrafi się zachować. Jak spojrzy tymi swoimi niebieskimi oczami - to serce topnieje.
 Gdzie jest do cholery ojciec tego chłopaka? Dlaczego na to pozwala? Dlaczego nie jedzie ze swoim synem pod namiot, na ryby, albo nie wiem gdzie, ale tam gdzie dziewczyny nie mają wstępu? Dlaczego ten mały nauczy się męskości od kobiety? I jaka to będzie męskość? Czy matka tak mocno przywiązana pozwoli mu iść na randkę? Z jakąś dziewuchą, która na pewno skrzywdzi mojego misiaczka? Czy pozwoli mu spotkać się z kumplami?  Tymi co bluzgają nieziemsko? Palą fajki i popijają piwo? Po co zresztą miałby się z nimi spotykać jak ma mamę, która kocha go nad życie, która go wysłucha i powie jaki świat może być zły. Powie mu, że ma tylko jego, że nie odchodź synku, nie umiem bez ciebie żyć. Albo nie powie, zrobi wszystko, żeby emocjonalnie zawsze był z nią, żeby był na każde skinienie, żeby pamiętał, że wiąże ich nierozerwalna nić, nie nić, gruby, grubaśny sznur, lina składająca się z tysięcy małych linek, które po przecięciu odrastają, jak głowy hydry. Nawet jeśli odejdzie - na bank wróci. Zobaczy, że nikt nie da mu tego, co mamusia. Nikt tak nie uprasuje koszuli, nie wypierze tak dobrze skarpetek, nie poukłada ich tak pięknie, kolorami w szufladzie, nikt tak dobrze nie dobierze krawata, nikt nie zrozumie jego żartów, nie pogłaska po pleckach przed snem. Nie wiem czy prowadzono jakieś badania, ale jest masa młodych chłopaków uwikłanych w chore związki z matkami. Matkami, które na początku są tylko nadopiekuńcze, a potem regulują sobie uczucia za pomocą swoich synów, manipulując i zakochując w sobie. Zwierzając się im, dzieląc swoimi problemami, radząc się ich w różnych sprawach, robiąc razem zakupy, foty w przymierzalni. Zapominając, że to nie jest właściwy odbiorca nawet jeśli jest samotna, syn nie jest mężem zastępczym. Obarczając go tą rolą (nieświadomie, ale jednak) krzywdzi go okrutnie. Apeluję do ojców: zajmijcie się swoimi synami, zostawcie tą robotę, te piniąchy, zacznijcie tworzyć męskie relacje, nie zostawiajcie ich samych. Znam kilku ojców, którzy twierdzą, że ponieważ w ich życiu nie było ojca - nie potrafią teraz wychowywać synów. To prawda, ale prawdą jest również to, że nie chcą się nauczyć. Co zatem robią? Uciekają w robotę, kupują dzieciakowi najnowsze gadżety, ale nie mają czasu razem tych prezentów odpakowywać. Rower kupi, ale na wycieczkę rowerową kto jedzie? matka. Koło się zamyka. Znam matkę, która ubiera jedenastolatka codziennie rano, bo inaczej spóźniłby się do szkoły. Czaicie? UBIERA GO !
Jakiś czas temu byłam na warsztatach dla dzieciaków w pewnej podstawówce, rozmawiam tak luźno z dziewczynką i ona opowiada mi, że klasa fajna, chłopaków więcej, ale ona się z chłopakami raczej nie bawi.
- A co biją się?
- Co pani??? Oni??? Bić to się nie biją, ale jak tylko się ich niechcący zaczepi zaraz płaczą, lecą skarżyć do pani, nie nie bawimy się z chłopakami.

Możesz patrzeć spokojnie jak biją dziecko?

tłum
Photo by GoaShape on Unsplash


Ciepło się zrobiło, rodzice wylegli z dzieciakami na świat. W różnym wieku toto, kręci się po mieście,  w urzędach, sklepach i parkach. Łapią powietrze, niektóre nawet się bawią.

Masz gnoju szlaban na wszystko

chłopak na dachu
Photo by Erik Lucatero on Unsplash

- Szlaban masz na komputer!
-Ale mamoooo....!!!
- Na wychodzenie też, przez tydzień!
- Pogięło cię chyba, za co? Przecież każdemu się może zdarzyć?
- Nie pyskuj, jeszcze słowo i pożegnasz się z telefonem!
- Tak, najlepiej mi zabroń żyć.
- Idź do swojego pokoju, bo zaraz mnie szlag trafi.
............................

Pogadanka dla rodziców

Photo by Jonas Jacobsson on Unsplash

Całkiem przypadkiem i zupełnie niechcący byłam wczoraj świadkiem pogadanki dla rodziców na temat wychowania.  W szkole. Czego ja tam się dowiedziałam? Czego napatrzyłam? Wszyscy rodzice, a było ich niemało, widocznie obecność obowiązkowa, spęd zorganizowany bardzo dobrze też się napatrzyli i nasłuchali. Co człowiek usłyszy, tego nie da się odsłyszeć.

Czy rozmawiać z dziećmi o śmierci?

mała dziewczynka płacząca
Photo by Caleb Woods on Unsplash

Każdy dobry rodzic stara się zapewnić dziecku jak najlepsze warunki rozwoju,  stymuluje jak umie i potrafi. Korzysta z wszelkich możliwych narzędzi, żeby malec wyrósł na porządnego człowieka, który umie sobie poradzić w złym świecie, wierzy w siebie i swoje możliwości, radzi sobie z emocjami.  No właśnie z emocjami.

Nie daj się matko

kobieta sama w lesie
Photo by Dominik Martin on Unsplash

Otaczają ciebie z każdej strony. Są wszędzie, w domu masz tyle sztuk ile domowników. Nawet twoje dziecko, które ma mniej niż dwa lata jest na tej liście. W pracy, jeśli masz jakąś pracę - całe tłumy. J Jeździsz miejską komunikacją? Zatem spotykasz ich na przystanku.

Matczyna depresja

kobieta, zmęczona, depresja się czai
Photo by frankie cordoba on Unsplash
Nie znam matki, która by tego nie przeżyła. Znam natomiast dziewczyny, które nigdy o tym nie mówiły nikomu, znam też takie, które nawet myśleć nie chcą, że może to ich dotyczyć.

Pornografia w telefonie twojego dziecka

Photo by Hal Gatewood on Unsplash
Nie wiem jak jest teraz, ale kiedyś, w zamierzchłych czasach, kiedy łącząc się z internetem routery ćwierkały aż miło, każde szanujące się dziecko po komunii miało swój telefon komórkowy. Jak ktoś miał Nokię to ho, ho, ho – rządził na podwórku, gdzie dzieciaki trochę jeszcze wisiały na trzepaku głową w dół, a trochę już grały w snejka. Cała reszta była nudna i droga, zresztą nie było do kogo i po co dzwonić. Lepiej było mieć telefon wyłączony, żeby mama nie zawołała do domu. Dziś pewnie jest inaczej, w dobie smartfonów, fejsbuków i snapczatów jest inaczej. Już niemowlak rwie się do magicznego okienka, gdzie zręczne paluszki smarują po ekranie, a wiszenie głową w dół jest takie głupie. Uwaga będzie poważnie. O pornografii. Tak, już widzę, jak rodzice wzdychają ze znudzeniem 

- Mnie to na szczęście nie dotyczy.

Czy na pewno? Właśnie zapoznałam się z badaniami Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Nie są optymistyczne. Przeprowadzono je na terenie całego kraju w 2017 r. są świeżutkie jak tłustoczwartkowe pączki. 43% dzieci i młodzieży miało kiedykolwiek kontakt z pornografią lub materiałami o treści seksualnej. Z tego 21% to dzieciaki w wieku 11-12 lat i 63% to siedemnasto, osiemnastolatkowie. Ci ostatni mają kontakt z pornografią  co najmniej raz w tygodniu. Oczywiście internet to  główne źródło (90%), druga oczywistość to telefon. Badania pokazały też, że blisko połowa badanych dzieciaków nigdy nie spotkała się z jakąkolwiek kontrolą ze strony rodziców, w ich domach nie ustalano nigdy zasad dotyczących korzystania z telefonu, komputera. Zaledwie co piąty nastolatek usłyszał od rodzica, że nie powinien wchodzić na strony przeznaczone dla dorosłych. Ja wiem, że dzieciaki nic sobie nie robią z tych zakazów, ale ciekawi mnie postawa pozostałych rodziców.
Ponad połowa badanych trafiła na pornografie przypadkowo- 58%( u młodszych dzieciaków nieco więcej -69%), 31% celowo poszukiwała materiałów o charakterze seksualnym. Reakcja młodych na takie strony jest różna, ale ci, którzy trafiają przypadkowo są zaniepokojeni i znowu, co ciekawe 63% dzieci zaniepokojonych materiałami, które widzieli w sieci z nikim na ten temat nie rozmawiało, a już na pewno nie z dorosłymi (27% rozmawiało z rodzicami, a 12% z innym dorosłym). Niby nic takiego ale nastolatki, które miały kontakt z pornografią trzy razy częściej otrzymują, a pięć razy częściej wysyłają nagie, lub prawie nagie zdjęcia.

Czy to szkodzi?

Być może niektórzy rodzice nie czują się w obowiązku uświadamiać swoje dzieci, bo i tak wszystko znajdą w necie, albo słyszałam też:
- Ooooo, oni wiedzą więcej od nas.
Śmiem wątpić. Treści pornograficzne szkodzą dzieciom i młodzieży. Jeśli jest to jakaś edukacja seksualna – to bardzo wypaczona. Maluchy trafiają na strony dla dorosłych w momencie, kiedy nie są na takie treści przygotowane, te które poszukują celowo informacji związanych ze sferą seksualności są bombardowane ostrymi scenami i językiem rynsztokowym.
Myślisz, że twój syn po takich doświadczeniach będzie swoją dziewczynę traktował jak rycerz? Albo chłopak twojej córki będzie dla niej czuły i delikatny. Posłuchaj jak rozmawiają ze sobą nastolatki, jak opowiadają o swoich koleżankach, suka – to określenie prawie pozytywne, tak dziewczyny mówią o sobie. W większości filmów pornograficznych kobieta traktowana jest przedmiotowo, z dużą dozą przemocy i uśmiechem na twarzy tejże kobiety.
Badania FDDS dowodzą,że oglądanie treści porno ma wpływ na wczesne podejmowanie zachowań o charakterze seksualnym przez nastolatki, w zachowaniach tych jest dużo ryzyka i przemocy seksualnej.  Badania neurobiologiczne dowiodły, że zmienia mózg osoby nadużywającej pornografii (a już mówi się o uzależnieniu od oglądania) – dochodzi do zaburzeń tzw. ośrodka nagrody i zmian podobnych do tych, które zachodzą przy uzależnieniach od substancji chemicznych.

Co robić?

Przede wszystkim zainteresować się tym co robi twoje dziecko, ograniczyć mu dostęp do szkodliwych treści. Nie oczekuj, że zrobi to za ciebie szkoła czy dostawca internetu. Jesteś odpowiedzialny za swoje dziecko.
Nie udostępniaj automatycznie netu w smartfonie twojego dziecka, ustal zasady korzystania, filtruj treści.
To, że ty nie stykasz się z pornografią nie znaczy, że twoje dziecko tego nie robi. Jeśli nie wiesz co robić szukaj pomocy, edukuj siebie i dziecko.

Korzystaj z pomocy, na stronie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę znajdziesz wiele narzędzi, które mogą się przydać. Nie siedź, działaj. I nie mów, że ciebie to nie dotyczy.

Dziesięciolatek ma ciężko w życiu

dzieci mają trudno
Photo by Antoine Bussy on Unsplash
- Co słychać u Maciusia? jak sobie radzi w szkole?
- Maciek? w szkole? Dobre pytanie, musimy iść do psychiatry, muszę go zdiagnozować.
- Jak to, co Ty chcesz diagnozować?
- Na pewno ma jakieś ADHD, albo Aspergera jakiegoś, już z nim nie można wytrzymać. Zrobił się taki okropny, rozmawiałam ze znajomą, jej dzieciak miał tak samo. Poszła z nim do psychiatry, dostał leki i po sprawie.
- Skąd wiesz, że po sprawie? Może te leki nie działają? Co mu zdiagnozowali?
- Nie wiem co, ale ona mówi, że ma spokój.
- Aha, ona ma spokój. A z Maćkiem co jest właściwie nie tak? On się jakoś inaczej zachowuje niż kiedyś? w Szkole? W domu? Jak to z nim jest?
- No jak, no jak? Wariuje. Ja mu każę lekcje odrabiać, to wrzeszczy na mnie, że nie teraz, że nie będzie się uczył, no przecież Adam by mu pomógł w tych lekcjach, jest po politechnice, przecież nie wyślę go na korki, nie mam kasy. Święta były, musiałam gówniarzowi kupić PSP czy jak to się nazywa. Obiecał, że będzie się uczył, będzie pomagał w domu, ale gdzie tam.
- PSP mu kupiłaś? A kto z nim gra?
- Sam gra, naściągał jakichś gier od kolegów i cały dzień siedzi w swoim pokoju w pokoju i gra. Przecież ja z nim nie będę grać w te głupoty. Łeb mi pęka od tych wrzasków, jak przyjdzie do niego Grzesio, to szaleją okropnie. Wyżerają wszystkie batony i co tam słodkiego znajdą.
- Oj, nie narzekaj, jak zje jednego batonika to świat się nie zawali.
- Jednego? nie rozśmieszaj mnie, ja codziennie muszę mu kupić 5, jeszcze rogala sewendejsa do szkoły. Kanapek jaśnie pan nie ruszy, no to chociaż Kubusia wypija, żeby jakieś witaminy miał. W domu też na obiad najchętniej jadłby pizzę, warzyw żadnych, bo w zęby kłuje. Zapisałam go w szkole na obiady, ale nie jadł, to przecież nie będę płacić za nic. Daję mu apetizer, bo tak zachwalają, ale powiem ci, że to nic nie warte jest.
- No to nieźle. A w szkole jak on się zachowuje?
- Boszsz, ty się uparłaś, żeby mnie dzisiaj zdenerwować. On w szkole jest nieznośny, oczywiście jak uda mi się go tam zaciągnąć.
- Nie chce chodzić? Nie dziwię się, teraz te szkoły to masakra.
- Chodzić to nawet chce, tylko dobudzić go rano nie mogę. Śpi jak zaklęty rycerz, o siódmej jest nieprzytomny, chyba zacznę mu dawać kawę, ale nie kofeinę to ma przecież z coli. Nie sposób go zagnać do łóżka, północ na zegarze, a on jeszcze na tablecie siedzi, nieraz to o pierwszej mu gaszę światło, a on jeszcze się rzuca, że musi coś ważnego zrobić.
- Nie pomyślałaś, żeby mu zabrać elektronikę z pokoju? żeby mu wyznaczyć czas na granie?
- Ja nie mam siły się z nim użerać. Jak kiedyś Adama nie było w domu a ja się uparłam, że nie dam mu laptopa, to zdemolował mi pokój. wszystkie książki wyfrunęły na podłogę, już zaczęłam się go bać. Jak jest Adam, to się go słucha. Jeszcze.
- No to jak w tej szkole jest?
- Pani mówi, że są dni kiedy jest znośnie, ale są dni kiedy lata po klasie, szturcha kolegów, zabiera im rzeczy, na przerwie lata jak szalony, no przecież krzywdę sobie jakąś zrobi. No i oczywiście nie uważa, kręci się, gada, nie słucha co pani mówi, nie zapisuje sobie co zadane, potem nie odrabia lekcji. Słabo jest. Ledwie czyta, a przecież taki inteligentny.
- A jak na wuefie? Jakiś sport polubił, chłopaki to chyba w nogę teraz grają, Lewandowski motywuje.
- Co ty? fifę mają na kompie, to biegać za piłką im się nie chce. Nie wiem, czy nie zwolnię go z wuefu, bo zapoci się tam, a potem przecież inne lekcje, nie przebierze się porządnie, ciągle łapie jakieś infekcje, powiem naszej lekarce niech mu napisze jakieś zaświadczenie, że ma astmę albo co.
- No w sumie, jak chodzi do szkoły, to trochę się rusza, z kilometr macie nie?
- Coś koło tego, ale on nie chodzi, wożę go, bo mam pewność, że się nie spóźni. Z powrotem też, wiesz te plecaki mają takie ciężkie. Kto to słyszał, żeby dziesięciolatki tyle dźwigały.

Naiwne pytania?

Photo by Leonardo Burgos on Unsplash

Wszyscy wiemy skąd się biorą dzieci. Prawie wszyscy. Problemy techniczne mamy opanowane, w razie czego internety pomogą. Większym problemem jest pytanie po co?

Przemoc w przedszkolu to normalka

smutny chłopiec
Photo by Hunter Johnson on Unsplash

Pamiętam panią Jadzię z przedszkola, bałam się jej jak ognia, wysoka, chuda, zgryźliwa. Leżakowanie w jej obecności to katorga.Trzeba było leżeć na baczność, nie wolno było wychodzić, płakać i w ogóle nic nie było wolno. Stare dzieje powiesz? Po co wracać do tego? Może stare, ale jeśli myślisz, że twoje dziecko w przedszkolu nie przeżywa traumatycznych chwil, to możesz się mylić.