Mgr przed nazwiskiem nie oznacza mądrości

Photo by Andrew Worley on Unsplash
Chyba się starzeję.
Słucham właśnie Dire Straits, ja ich nawet w młodości specjalnie nie lubiłam, a teraz proszę bardzo, nieświeży rock i praca wre. Na full słucham, tak lubię najbardziej. Dobrze, że wynaleziono słuchawki. Ale do rzeczy. Poszwendałam się ostatnio po necie, nie żeby z nudów, raczej za dużo pracy powoduje długotrwałą prokrastynację. A jak już na gardle nóż, to spinamy poślady i robota aż furczy. jeszcze sobie podśpiewuję pod nosem. Ku uciesze świadków, bo najlepiej mi idzie angielski po dziecinnemu (czyli wymyślony zupełnie język).
Co znalazłam w czeluściach internetów? Ciekawe rzeczy, między innymi artykuł o tym, że dzieciom nie powinno się stawiać granic ponieważ je to ogranicza i powoduje szkody w psychice. Dobra,  każdy może tak myśleć, patrzę, kto się podpisał? Psycholożka. Że nie wymienię nazwiska, nieznana. Przynajmniej mi. Co nic nie znaczy, bo ja nawet gwiazd w tańcu z gwiazdami nie znam. Taka ze mnie ignorantka. Przeszłabym obojętnie, ale pomyślałam, że do cholery, kto jak nie psycholog bywa autorytetem dla rodziców?
 Znam wielu doskonałych specjalistów w tej dziedzinie, ale znam też osoby, które nie powinny mieć absolutnie żadnego kontaktu z ludźmi, z powodu niedouczenia, z powodu światopoglądu, z powodu szkód jakie wyrządzają ludziom. Często po takiej sesji stłamszony osobnik nigdy już nie zechce widzieć żadnego specjalisty od psyche.
Znam psychologów, którzy ogłaszali się samozwańczymi psychoterapeutami i bez pardonu urządzali sobie gabinety psychoterapeutyczne. I co się dziwię? No właściwie nie powinnam, dzisiaj każda szanująca się uczelnia z kierunkami humanistycznymi wypluwa całe rzesze psychologów. Nie trzeba wykazywać się szczególnymi predyspozycjami, wystarczy mieć kaskę i umieć pozaliczać egzaminy. Co się dzieje potem? Ci co mają układy, albo parcie na szkło ogłaszają rewolucje. Ważne żeby było nowatorsko, żeby odciąć się od akademików, objawić prawdę maluczkim. Np. nie karmimy dziecka na żądanie, nie nosimy- żeby się nie przyzwyczajało, nie bierzemy na ręce, kiedy płacze, niech się wypłacze. Co jakiś czas takie pomysły na wychowanie się pojawiają, co jakiś czas mamy nieszczęśliwe dzieci i nieszczęśliwe mamy (no serce mi pęka, ale tak trzeba). Zobaczcie do czego doprowadzili wspaniali Norwegowie, jak świetnie spisuje się Bernevernet odbierając dzieci na prawo i lewo, przekazując z rąk do rąk  święcie wierząc, że chroni dobro dziecka.
Wracając jednak do tych nieszczęsnych granic, jestem zdumiona, że przez pięć lat studiowania psycholożka nie dowiedziała się na czym to stawianie i uznawanie granic dziecka polega. Nie wie, że już od narodzenia ustanawiamy (my rodzice) granice chociażby związane z porą kąpieli, sposobu zasypiania, karmienia. Robimy to tak, aby uszanować potrzeby dziecka. Ustanawiamy granice kiedy  nie pozwalamy się ciągnąć za włosy przez niemowlę i paćkać zupą podczas obiadu, że nie pozwalamy pięciolatkowi biegać bezkarnie po autostradzie, a piętnastolatkowi jarać szlugi na chacie. Bardzo chcę powiedzieć to głośno: przeczytajcie "Jak kochać dziecko" mojego ukochanego Janusza Korczaka, żeby nie pozwolić się wpuszczać w kanał. Kto jeszcze nie czytał biegiem do księgarni. A jak macie coś lepszego od Marka Knopflera to podzielcie się.

16 komentarzy:

  1. Bardzo dobry i ważny temat. Moje ulubione to: badania mówią... (jakie badania? skąd?), specjalista od... (tytuł i nazwa uczelni widmo, która brzmi dobrze, ale najprawdopodobniej nie istnieje) :)
    Zawsze chylę głowę tez przed profesorami na uczelni, którzy żyją według zasady 'jestem specjalistą w jednej dziedzinie, więc jestem specjalistą we wszystkim i to co powiem jest niepodważalne', i tak dr lub mgr z historii sztuki śmiało wypowiada się na temat medycyny lub kulturoznawstwa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Mądrość" niektórych magistrów jest przerażająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ich ignorancja czasem w swojej własnej dziedzinie - powala

      Usuń
  3. Sama nie mam dzieci, ale widzę, jak dzieciaki znajomych i rodziny dają wchodzą im na głowę, bo... nie ma żadnych granic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie można dzieci ograniczać :)

      Usuń
  4. Bardzo ważny tekst i trafne stwierdzenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. W pełni się zgadzam. Mgr to tylko tytuł, który w dzisiejszych czasach ma prawie każdy. Najważniejsze są wiedza i umiejętności, bez których nie zajdzie się za daleko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, a z tym to bywa różnie, można mieć wiedzę i nie umieć jej wykorzystać

      Usuń
  6. Brakuje tu mądrości. Nauczycielka , której widać stringi tudzież podpaskę przez obcisłe spodnie i piersi przez prześwitującą bluzkę, przedszkolanka, która "za karę" że dziecko chodzi często do toalety każe mu leżakować... to jest po prostu brak mądrości=wrażliwości na daną sytuację i osobę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zauważyłam, że kobiety nauczycielki mają bardzo specyficzny styl, nie mówiąc o pazurkach. Nie potrafiłabym pracować z grupą w szpilkach i ciasnej kiecce, ale może dlatego będąc pedagogiem nie jestem nauczycielem :)

      Usuń
  7. Ojjj patrząc na niektórych ludzi, to nawet prof przed nazwiskiem nic nie oznacza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ha, ha - niestety, ale tak :)

      Usuń
  8. Korczak jest moim "ulubionym nauczycielem"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jego książki to kopalnia wiedzy, ale nie tylko wiedzy, bo jeszcze mądrości, miłości do człowieka, dobra i takiego ludzkiego zadziwienia światem.

      Usuń