Jak nauczyć niemowlę czytać?

jak nauczyć niemowlę czytać
Photo by Iana Dmytrenko on Unsplash
Jest taka metoda nauki czytania, dzięki  której nawet niemowlę może się nauczyć czytać. Ba, specjaliści od tej metody piszą , że powinno się zacząć od noworodka, nic nie stoi na przeszkodzie.
Piszą także, że nauka niemowlaka czytania to sama frajda, że dziecko nie będzie miało kłopotów z czytaniem w szkole (a to już za 5 - 6 lat), że będzie miało lepszą koncentrację i pamięć, że będzie z siebie dumne i wzrośnie jego samoocena (jasne, niemowlę, które jeszcze nie czuje że jest oddzielnym bytem już pracuje nad swoją samooceną), że będzie ciekawe świata (bo dziecko normalnie w ogóle się światem nie interesuje, leży zwykle i patrzy w sufit). Wspaniale, po prostu geniusza stworzymy za pomocą czytania w wieku lat 0.
 Cała sprawa nie jest prosta, trzeba pamiętać o kilku ważnych rzeczach: musisz się rodzicu trochę postarać i przyłożyć, musisz się dobrze bawić i nie dać poznać po sobie, że ci się nie chce, albo, że cię to nudzi. Najlepiej jak byś był cały czas na wysokich obrotach i miał holyłódzki uśmiech na gębie. Zastanawiam się nad tym kuriozum. I wiecie co? Świetny pomysł, szkoda, że moje dzieci już nabyły umiejętność czytania, bo poszłabym w to. Po pierwsze dlatego, że ta samoocena - wiadomo, po drugie sporo zaoszczędziłabym na zabawkach. W końcu kartka (no dobra ryza) i czerwony marker załatwiłyby sprawę, skoro to dla niemowlęcia taka fajniutka zabawa, to po co grzechotki, gryzaczki, laleczki, klocki, układanki itp.? Jakby nam dobrze szło wystarczyłyby skrable na cały okres przed i poniemowlęcy. Same zalety. Dziecko mogłoby sobie świetnie dawać radę w sklepach i w świecie, w końcu nawet nie umiejąc gadać można sobie poradzić jak się umie czytać. Nie ryczymy bobasku niepotrzebnie przed sklepem, bo przeczytaliśmy, że nieczynne prawda? Nie domagamy się gierki od 12 lat, z tego samego powodu. Nosz kurde - rewelka. Z tym słynnym buntem dwulatka też poradzimy sobie łatwo - otóż wybór odpowiedniej literatury dla malca do łóżeczka przed snem i sprawa załatwiona, problem bezpieczeństwa też znika - jak dziecko przeczyta sobie mrożące krew w żyłach historie mówiące o konsekwencjach wkładania metalowych przedmiotów do kontaktu, to już nie trzeba bić po łapach. Frajda. Jedziesz z dzieckiem nad morze, pociągiem i spokojnie możesz się kimnąć, bo dziecko ci powie co minęliście i dokąd się zbliżacie. Supermetoda, niestety nie wiem, czy należy ukończyć jakiś kurs, czy wystarczy zakupić podręcznik, a jest też pewna trudność, trzeba samemu tworzyć książeczki dla dziecka. Ale nie ma się co oburzać, trochę poświęcenia nie zaszkodzi, a może można od jakiegoś innego rodzica wypożyczyć, dobrze byłoby stworzyć sieć: Sieć  Rodziców Czytających  Niemowląt, grupę wsparcia itp. Poszłabym też dalej i oprócz nauki czytania zafundowałabym niemowlętom naukę śpiewu operowego, układania mozaiki bizantyjskiej, rysunku technicznego i zarządzania, chociaż to ostatnie niektóre niemowlęta mają opanowane do perfekcji. Naśmiewam się, oczywiście, że się naśmiewam, bo interesuje mnie odpowiedź na jedno pytanie. Zasadnicze: po co mam uczyć czytać niemowlę? Dlaczego? Już mamy przestymulowane pięciolatki, dziesięciolatki, które mają grafik tak napięty, że szelki pękają. Dzieciaki, które zamiast normalnego funkcjonowania mają sztuczne i niezmiernie przydatne zajęcia. Rodzice dwoją się i troją, żeby zapewnić swoim pociechom jak najlepszy start, płacą za te wszystkie nadgodziny (angielski, tańce latynoskie, ceramika, hippika, strzelanie z łuku i cholera wie co jeszcze). Mam obawy co do efektów. Śmiem twierdzić, że dziecko pięcioletnie potrzebuje mamy i taty, bycia z nimi, obserwowania jak radzą sobie z emocjami, uczuciami, jak je okazują, jak wyglądają ich relacje z ludźmi, z Bogiem (zważywszy, że większość dzieci zostało ochrzczone - zatem jakaś duchowość powinna istnieć w rodzinie). Dzieci dla prawidłowego rozwoju muszą mieć zaspokojone poczucie przynależności do rodziny, poczucie bezpieczeństwa i naprawdę, na te wszystkie ważne rzeczy przyjdzie czas, dziecko samo zechce uczyć się grać na gitarze czy karate kjokuszin. I nawet jeśli będzie miało szesnaście lat może się tego nauczyć. Znam chłopaka, który dopiero w liceum poprosił rodziców o gitarę. Kupili mu, owszem, ale bez przekonania. Ojciec mówił mi (na szczęście syn tego nie słyszał)
 - On się do tego nie nadaje, nigdy się nie nauczy, powinien zacząć zerówce, chodzić do szkoły muzycznej, a tak, to tylko wyrzucone pieniądze
Syn dzisiaj wymiata na basie w dobrej kapeli, zarabia kaskę, jego praca jest pasją. Można?

11 komentarzy:

  1. każdy tak mówi, że trzeba było zacząć wcześniej. Że np. języków to od małęgo się uczy, bo potem się nie da. Niemieckiego nauczyłam się w wieku 19 lat. Teraz biorę się za hiszpański, a po drodze chcę zrobić szpagat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaudia, jesteś dowodem na to, że jak ma się motywację to można wszystko. Ciekawe, co by było, gdyby Twoi rodzice wpadli na pomysł, że będą Cię uczyć w niemowlęctwie? Może miałabyś wstręt do języka? Ja na pewno tak bym reagowała. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Bo ludzie zapomnieli, że dziecko to dziecko i przede wszystkim ma być właśnie nim :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Tak małe dziecko powinno móc własnym tempem poznawać świat. Warto je wspierać, jednak nauka czytania to moim zdaniem przesada ;)

      Usuń
    2. Czasem dorośli realizujęswoje niespełnione pragnienia kosztem swoich dzieci. Zwykle źle się to kończy

      Usuń
  3. W moim przypadku było tak, że po prostu od dziecka otaczały mnie książki. Czytali mi rodzice (tata niestety często podczas lektury zasypiał ;d), ja sama wymyślałam opowieści do obrazków. Z czasem zaczęłam sama poznawać literki, sama składać je w wyrazy i jakoś poszło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieci mają takie zdjęcie jak leżąjużw łóżkach przed snem, każde trzyma książkę - czytają sobie - i wcale nie przeszkadza młodszemu, że czyta do góry nogami :) Ja jestem nałogowym czytaczem i dla dzieci książki to codzienność, syn nauczył się czytać sam, dosyć wcześnie, ponieważ nie miałam cierpliwości czytać im komiksy - nie lubię komiksów po prostu.

      Usuń
  4. Ciekawy tekst! Chętnie wrócę do niego za kilka lat ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee tam, ściemniasz :)
      Nie wracaj, ale nie dręcz dzieci jeśli się pojawią :)

      Usuń
  5. Też mnie przeraża ten nadmiar super-przydatnych zajęć dla dzieci. Owszem, fajnie o tyle, że są w stanie spróbować różnorodnych rzeczy, z czasem będą mogły stwierdzić, czy to lubią, może i zarabiać z czegoś takiego w przyszłości. Niestety często wszystkie te zajęcia wymagają regularności, dużego wkładu. często powstaje presja z zewnątrz, by kontynuować kurs tylko po to, żeby udowodnić, że nie ma się słomianego zapału.

    Też w tym temacie przypomniała mi się anegdota. W czaaie studiów dorabiałam, ucząc angielskiego w szkole językowej. Jednego dnia otrzymałam informację, by zadzwonić do nowego klienta - do taty chłopca, którego miałabym uczyć. Rodzice oczekiwali 3 zajęc w tygodniu dla 3-latka. Gdy zapytałam o godziny, ojciec powiedział, że musi "najpierw sprawdzić grafik "Borysa". To mi wystarczyło, żeby spasować - obawiałam się, że będą to właśnie typowi ambitni rodzicie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może jeszcze w sporcie ma znaczenie, czy zaczynasz trenować w dzieciństwie, czy mając 20 lub 30 parę lat. W innych dziedzinach jednak moim zdaniem wiek nie ma nic wspólnego z jakością umiejętności, jakie się nabędzie. Ja za szycie zabrałam się dopiero na studiach i chyba nie najgorzej mi idzie. A na kurs ze mną chodziła kobieta, która miała 50+ i była jedną z najlepszych uczennic na roku:)

    OdpowiedzUsuń