Jak wychować smutną królewnę?

mała dziewczynka
Photo by Alexander Dummer on Unsplash

Ciekawe zjawisko: miałam w głowie genialny pomysł na post. Dojrzewał przez ostatnie 5 dni, rozwijał się jak wiosenne kwiaty na łące, codziennie pojawiały się genialne zdania, postacie, myśli. Pięknie to szło, nie zapisywałam tych myśli, bo po co? Teraz właśnie siadłam przed klawiaturą  i ciemność widzę. Nic nie pamiętam, nic. Wydawało mi się, że to ważny temat będzie. No cóż chyba jednak nie był :( Nie poddaję się jednak i sięgam po czarnego konia. Tekst zajawkę, który jest przyczynkiem do szerszego spojrzenia na przekazywanie dzieciom wartości, do  uczenia ich wdzięczności, radości z życia. tutaj pozwolę sobie na historyjkę:
 Pewien ojciec wychowując syna zawsze dbał o to, by nie narzucać mu drogi życia. Pytał go
- Kim chcesz synu zostać w życiu?
- Tato, chciałbym być kloszardem, nic nie mieć, być wolnym od pieniędzy, spotykać różnych ludzi, spać pod gołym niebem i cieszyć się prostym życiem, co ty na to?
- Synu, to jest twoje życie, zrobisz jak zechcesz, teraz jednak musisz chodzić do szkoły, bo wiesz obowiązek. jak będziesz dorosły sam zdecydujesz.
- Nie jesteś wściekły  tato? Ojcowie moich kolegów każą im być zawsze najlepszymi, każą im zdobywać ciągle nowe sprawności życiowe, każą im konkurować ze sobą...
- Wiem, ale wiem też, że nie mogę ci układać życia. Nauczę cię tego co sam umiem, ale daję ci wolność synu, zrobisz z tym co zechcesz.
Mija kilkadziesiąt lat. Są święta, ojciec jest już wiekowy, mieszka w tej samej kamienicy na pierwszym piętrze. Oczekuje na swojego syna, jest trzecia, pewnie zaraz wyłoni się zza zakrętu. Już nie może się doczekać spotkania. O, idą. Syn wysoki, postawny, w dobrze skrojonym garniturze, obok niego piękna kobieta, oboje radośni. Za nimi biegną dwie roześmiane dziewczynki. Stary ojciec uśmiecha się z niedowierzaniem i myśli: Gdzie  popełniłem błąd?
----------------------------------------------------
Widuję ją codziennie, czasem z babcią, czasem z mamą, innym razem chyba z ciocią - kobietą bardzo podobną do mamy sporo starszą. Dziewczynka ma około siedmiu lat, to chyba pierwsza klasa. Ubrana jest skromnie, ale zgodnie z najnowszymi trendami. Chyba lubi kolor różowy. Kurtka w serduszka, czapa we wszystkich kolorach tęczy, do tego fajny komin i śmieszne rękawiczki. Ma fajny plecak, ale nigdy go nie dźwiga,  podobnie jak worka z kapciami na zmianę.
Rzadko rozmawia ze swoimi opiekunkami, może trochę z mamą, ale to nie jest takie dziecięce szczebiotanie. Raczej wydawanie poleceń. Przyglądam się temu dziecku z warkoczykami i widzę zaciętą twarz z takim grymasem, który mówi nie podchodź do mnie, nie zaczepiaj, nie będę z tobą rozmawiała. Nie, nie uśmiechnę się do ciebie, jest mi źle w życiu, niech więc skaczą koło mnie, niech się starają.
 Wygląda na to, że nie ma taty i mama ciężko pracuje, dlatego częściej z dziewczynką do szkoły chodzi babcia. Chce pomóc córce, choć swoje pewnie przeżyła. Jest zatroskana, myślę, że jest jej bardzo trudno, bo cały ciężar fochów dziewczynki bierze na siebie. Jak zdarzy jej się porozmawiać chwilę ze znajomą, to małe osiedle, wszyscy się znają, mała zaraz ją szarpie, złości się, tupie nóżkami w modnych butach. Chce wyłączności, chce być małą królewną. I trochę niestety jest - taką naburmuszoną królewną na ziarnku grochu, albo czegoś innego co ją strasznie w życiu uwiera. Czasem o nich myślę: jak spędzają święta? Jak się do siebie odnoszą w domu? Jak się bawią? Czy mają jakieś zwierzę? Kto się nim opiekuje?
 Myślę, że te trzy dorosłe, doświadczone jakoś przez życie kobiety chcą dać małej wszystko to, czego same nie miały. Skupiły się na dziecku zapominając o sobie. Na pewno kupują rano świeże bułeczki, albo kulki czekoladowe, dzieci je bardzo lubią, na deser nutellę. Do picia kubuś, na pewno kubuś, tam jest taka kolorowanka, którą trzeba koniecznie mieć. Mama pracuje na nowe ubranka dla barbi i na to wszystko co  musi mieć mała dziewczynka w wieku 7 lat. Mama jest smutna, bo nie wyrabia, a przecież muszą jechać na wakacje, żeby dziecko miało co opowiadać koleżankom, bierze nadgodziny, martwi się swoim zdrowiem, kręgosłup wysiada.
A dziecko wciąż nieszczęśliwe. Koło się zacieśnia, boję się, że przyjdzie taki czas, że nikt nie będzie chciał z dziewczynką przebywać zbyt długo, bo zanosi się na wampira energetycznego.
Rodzi się we mnie pytanie: dlaczego skupiamy się na dziecku aż tak bardzo, że zapominamy o sobie? Nie dbamy o swój komfort psychiczny, nie mamy czasu na hobby, na dobre relacje z bliskimi, na przeżywanie radości??? Nasze dzieci widzą nasze zacięte twarze, bo przecież trzeba dziś robić pieniądz posłuchaj
Spodziewajcie się niebawem tekstu o tym jak przekazywać dzieciom wartości, jak uczyć ich szacunku do siebie i innych, jak nie wychować gbura z wieczną pretensją do świata.

Jak nauczyć niemowlę czytać?

jak nauczyć niemowlę czytać
Photo by Iana Dmytrenko on Unsplash
Jest taka metoda nauki czytania, dzięki  której nawet niemowlę może się nauczyć czytać. Ba, specjaliści od tej metody piszą , że powinno się zacząć od noworodka, nic nie stoi na przeszkodzie.

Z chłopakami to się proszę pani nie bawimy. Relacje matek z synami.

chłopiec i serce
Photo by Anna Kolosyuk on Unsplash

Stali przede mną, więc mogłam ich obserwować z bliska. Stali ramię w ramię. Ona trzymała go za rękę, poprawiała włosy, coś do niego szeptała. Potem się odwróciła, on próbował śledzić jej wzrok,  czując się opuszczony, zaczął chrząkać, sztucznie kasłać. Coraz głośniej. Chciał uwagi, wyłączności. Spojrzała na niego, on też, powłóczystym spojrzeniem.Pochyliła się, coś jej powiedział, uśmiechnęła się. Zaczął głośno chrząkać, flikać. Dała mu chusteczki, szepnęła do ucha, pogłaskała. Wziął paczkę, wyjął demonstracyjnie jedną chusteczkę, zaczął głośno smarkać cały czas patrząc jej w oczy. Ona znów gdzieś odpłynęła myślami, przywołał ją głośnym kasłaniem, musnął jej dłoń. I tak przez całą godzinę się uwodzili. Wszystko niby w porządku, ale jasny gwint - to jest jego matka, a on ma ze dwanaście lat na oko. Powinien być teraz gdzie indziej, z chłopakami grać w piłę, jeździć rowerem, ciągnąć dziewczyny za warkocze, a nie robić maślane oczy do matki. Rozwojowo - dla dwunastolatka to nie mamusia jest najpiękniejszym autorytetem na świecie. Przynajmniej nie powinna być. Odpępowienie nastąpiło dawno i typek mógłby uczyć się życia w grupie, socjalizować wśród rówieśników. Szkoda dzieciaka pomyślałam. Matki w sumie też szkoda, bo kobita najwyraźniej nie ma świadomości, że przerąbała dzieciakowi najlepsze lata i być może przerąbie kolejne. Pewnie jest dumna, inne matki narzekają na swoich nastolatków, że broją, bałaganią, nie chcą sprzątać pokoju, nie chcą się myć i nie chcą chodzić do szkoły. Jej synek nie robi nic z tych rzeczy, jest taki milusi, tyle rozumie, tak ładnie potrafi się zachować. Jak spojrzy tymi swoimi niebieskimi oczami - to serce topnieje.
 Gdzie jest do cholery ojciec tego chłopaka? Dlaczego na to pozwala? Dlaczego nie jedzie ze swoim synem pod namiot, na ryby, albo nie wiem gdzie, ale tam gdzie dziewczyny nie mają wstępu? Dlaczego ten mały nauczy się męskości od kobiety? I jaka to będzie męskość? Czy matka tak mocno przywiązana pozwoli mu iść na randkę? Z jakąś dziewuchą, która na pewno skrzywdzi mojego misiaczka? Czy pozwoli mu spotkać się z kumplami?  Tymi co bluzgają nieziemsko? Palą fajki i popijają piwo? Po co zresztą miałby się z nimi spotykać jak ma mamę, która kocha go nad życie, która go wysłucha i powie jaki świat może być zły. Powie mu, że ma tylko jego, że nie odchodź synku, nie umiem bez ciebie żyć. Albo nie powie, zrobi wszystko, żeby emocjonalnie zawsze był z nią, żeby był na każde skinienie, żeby pamiętał, że wiąże ich nierozerwalna nić, nie nić, gruby, grubaśny sznur, lina składająca się z tysięcy małych linek, które po przecięciu odrastają, jak głowy hydry. Nawet jeśli odejdzie - na bank wróci. Zobaczy, że nikt nie da mu tego, co mamusia. Nikt tak nie uprasuje koszuli, nie wypierze tak dobrze skarpetek, nie poukłada ich tak pięknie, kolorami w szufladzie, nikt tak dobrze nie dobierze krawata, nikt nie zrozumie jego żartów, nie pogłaska po pleckach przed snem. Nie wiem czy prowadzono jakieś badania, ale jest masa młodych chłopaków uwikłanych w chore związki z matkami. Matkami, które na początku są tylko nadopiekuńcze, a potem regulują sobie uczucia za pomocą swoich synów, manipulując i zakochując w sobie. Zwierzając się im, dzieląc swoimi problemami, radząc się ich w różnych sprawach, robiąc razem zakupy, foty w przymierzalni. Zapominając, że to nie jest właściwy odbiorca nawet jeśli jest samotna, syn nie jest mężem zastępczym. Obarczając go tą rolą (nieświadomie, ale jednak) krzywdzi go okrutnie. Apeluję do ojców: zajmijcie się swoimi synami, zostawcie tą robotę, te piniąchy, zacznijcie tworzyć męskie relacje, nie zostawiajcie ich samych. Znam kilku ojców, którzy twierdzą, że ponieważ w ich życiu nie było ojca - nie potrafią teraz wychowywać synów. To prawda, ale prawdą jest również to, że nie chcą się nauczyć. Co zatem robią? Uciekają w robotę, kupują dzieciakowi najnowsze gadżety, ale nie mają czasu razem tych prezentów odpakowywać. Rower kupi, ale na wycieczkę rowerową kto jedzie? matka. Koło się zamyka. Znam matkę, która ubiera jedenastolatka codziennie rano, bo inaczej spóźniłby się do szkoły. Czaicie? UBIERA GO !
Jakiś czas temu byłam na warsztatach dla dzieciaków w pewnej podstawówce, rozmawiam tak luźno z dziewczynką i ona opowiada mi, że klasa fajna, chłopaków więcej, ale ona się z chłopakami raczej nie bawi.
- A co biją się?
- Co pani??? Oni??? Bić to się nie biją, ale jak tylko się ich niechcący zaczepi zaraz płaczą, lecą skarżyć do pani, nie nie bawimy się z chłopakami.